Śmierć na arenie – o walkach kogutów i prezydencie elekcie Rodrigo Duterte

Published : 2016-05-21 20:51:37
Categories : Hardy na Filipinach

Odbywają się o różnych porach. W dzień i w nocy. W małych wioskach, na prowizorycznie zaaranżowanych podwórkach i w dużych miastach, na specjalnie wybudowanych do tego celu obiektach. Zwykle 3 razy w tygodniu, we wtorki, czwartki i piątki lub soboty. Od krótkich zawodów do końcowotygodniowych konfrontacji championów. Jedno jest niezmienne - ogromne emocje, temperatura sięgająca zenitu, amok, który bez wyjątku ogarnia wszystkich, niezależnie od statusu. Spotkasz tam urzędników i miejscową elitę siedzącą obok nędzarzy, tak tak, to walki kogutów. 

Koguty na sznurkach - przyszli bohaterowie areny.

W ubiegłym tygodniu nowym prezydentem Filipin został Rodrigo Duterte. Jest to niezwykle interesująca postać. Barwny, bezkompromisowy facet, znany z wielu ostrych, szybkich posunięć. Trzeba przyznać, że jest skuteczny. Jak twierdzi jest zwykłym człowieczkiem, nie zabeiga o dostatki, nie ma pieniędzy i nie chodzi mu o apanaże. Jego kampania wyborcza przebiegła bez płatnego wsparcia, bez kosztownych reklam, plakatów, gadżetów.

Sam Duterte w wywiadzie telewizyjnym powiedział, że nie będzie nawet próbował pozyskać pieniędzy na płątne bilboardy, bo w kraju biedy to nie w porządku. Efektem tego wystąpienia było pojawienie się całej masy samoróbek. Ludzie masowo zaczęli własnym, czasem bardzo prymitywnym sposobem wykonywać napisy, bannery na kawałkach ceraty, zbijac z desek bilboardy i w krótkim czasie na prywatnych posesjach, płotach, domach pojawiło się całe mrowie wspierających kampanię wyborczą działań.

Koguty szykowane na arenę mają żądzę mordu we krwi.

Tak jak w walce kogutów. Efekt nie tylko zależy od wielkości przeciwnika, nie zawsze jest efektem długotrwałych przygotowań i treningu. Bojowość, odwaga i mix szczęścia z przypadkiem to czynniki decydujące. Charakter ma ogromne znaczenie. Koguty mają żądzę mordu jakoś zakodowaną. Wystarczy, że zostaną wypuszczone z rąk sekundantów i bez dodatkowych zachęt skaczą sobie do gardeł.

Koguty hoduje tu prawie każdy, kto ma kawałek ziemi i coś na niej uprawia. Ciekawe, że ze względu na zapotrzebowanie na męskie osobniki kogutów widać tu znacznie więcej niż kur.

Pan na włościach - typowa chatka kogucia z liści palmy.

Czasem tylko jeden egzemplarz, często są to większe hodowle. Zawsze kogut jest uwiązany za nogę. Długość sznurka nie pozwala dosięgnąć innego koguta. Przeciwnik jest w zasięgu wzroku, cały czas stanowi potencjalne zagrożenie, ale do konfrontacji nie dochodzi całymi tygodniami. Każdy kogut ma swój daszek, budę, zacienienie. W czasie upałów, a tu większość dni to gorąc i duchota, bez odrobiny cienia koguciki mogłyby nie przetrwać dnia.

A to cała hodowla. Miszkają tu sami kawalerzy.

Pomysłowość w aranżacji hodowli jest spora. Budki są wyplatane z liści palmowych, spawane ze starych puszek po oliwie, arkuszy podrdzewiałej blachy falistej, ustawiane ze starych opon. Czasem jest poidło, ale czasem nie. Kogut nie jest rozpieszczany. Musi żyć w niedostatku, walczyć o przetrwanie, wtedy będzie skuteczny w walce.

Może tylko obserwować sąsiadów, ale nie jest w stanie ich "dopaść".

Duterte jest własnie takim kogutem. Wiele lat sprawował urząd burmistrza Davao, wielkiego obszarem miasta na południu Mindanao. O ile Mindanao cieszy się złą sławą i sami Filipińczycy niechętnie odwiedzają ten rejon, to Davao jest najbezpieczniejszym i najspokojniejszym miastem na całych Filipinach. Osiedlają się tu często emerytowani Japończycy, ze względu na ciepły morski klimat, niskie koszty życia i BEZPIECZEŃSTWO. A jest ono w Davao rezultatem bezkompromisowej walki Dutertego z wszelkimi przejawami agresji.

W Davao, za jego rządów, wprowadzono zakaz palenia papierosów na ulicach. Nie i już. Nie wolno w publicznych miejscach, a więc np. na ulicy używać przekleństw, wulgaryzmów i wszelkich brzydkich słów. Przypominają o tym plakaty rozmieszczone w wielu ruchliwych punktach miesta.

Sam Pan burmistrz jest bohaterem wielu wydarzeń. Znana jest historia, że będąć świadkiem nieładnego zachowania taksówkarza w stosunku do pasażera i sprzeczki jaka wywiązała się w związku z próbą wyłudzenia przez taryfiarza dodatkowych pieniędzy, Duterty zwyczajnie wpieprzył na miejscu panu oszustowi. Jak potem twierdził, niedopuszczalne jest aby takie postępki uchodziły płazem, a znając nierychliwy system sprawiedliwości kara mogłaby niedosiegnąć kanciarza.

Innym razem w odwecie za słowa wypowiedziane przez jednego celebrytę w ogólnofilipińskiej telewizji, Duterte zakazał temuż jegomościowi wjazdu do miasta. Pan celebryta niepochlebnie wyraził sie o urodzie kobiet z Davao. Użył porównania, że wszystkie kobiety w Davao wyglądają jak krewetki. No i dostał człówiek bana na wjazd do miasta.

Na marginesie dodam, że słusznie chama ukarał, bo łgał najzwyczajniej. Kobiety w Davao, jak i na całych Filipinach zwykle są seksowne i niezwykle ponętne.

Dojrzewanie w biedzie jest jakąś metodą, dalej w głąb Mindanao, w oddalonym jeszcze bardziej na południe od Davao portowym mieście General Santos, nazywanym przez Filipów GenSan, dorastał i zdobywał szlify inny znamienity Filipińczyk, bohater i duma nie tylko mieszkańców Mindanao, ale chyba większości obywateli, człowiek instytucja, żywy dowód, że można zostać herosem, milionerem, gwiazdą mimo urodzenia w dzielnicy nędzy - mistrz świata w boksie Manny Pacquiao.

O Pacquiao i GenSan napisze jeszcze, dość teraz wspomnieć, że człowiek robi niesamowitą robotę na Filipinach, finansuje potężne programy pomocy dla biednych ludzi. Został kongresmenem, teraz chyba jest senatorem. Fakt, że ciągle jest pod ostrzałem krytyki. Zarzuca mu się nieznajomość reguł i zasad obowiązujących na salonach, ale Manny robi swoje.

Jak będzie z Dutertym? Ano wróćmy najpierw do kogutów. 

Spędziłem swego czasu wspaniały wieczór na walkach kogutów. Czy obstawialem? TAK!, Czy wygrałem? TAK! Dużo? Jak na Filipiny to bardzo dużo!

Może się to wydawać blagą, ale moge zaprzysiąc. Wygrałem wszystkie zakłady, a obstawiłem ich w ciągu kilku godzin sporo. Wszystkie co do jednego!

!

Prezentacja zawodników.

Same walki poprzedza prezentacja zawodników. Podawana jest waga każdego kuraka, koguciki są do siebie zbliżane, następuje wstępne szczucie... Koguty znakuje się kolorowymi tasiemkami, zwykle żółtą oraz zieloną. To operując kolorem koguta typujemy zwyciężcę pojedynku. Czasem byłoby to zbędne, bo ptaki różnią się wystarczająco kolorem upierzenia, że nie ma wątpliwości o którygo chodzi, ale bywa, że są bardzo podobne i wtedy kolorowe wstążki jak najbardziej pomagają uniknąć dywagacji przy wypłacaniu wygranej.

Przymocowane do łap ostrza są bardzo skuteczne.

Do łap przymocowuje się ostrza - kogucie pazury. Potem następuje nerwowe obstawianie. Zakłady przyjmują bukmacherzy. Jegomoście posługując sie gestami potrafią zakontraktować zakłądy z całej sali, z siedzącymi dookoła na trybunach ustalają typy, kwoty, potwierdzają zakład z graczm z drugiego końca widowni. Klimaty jak na Wall Street. Ja byłem w asyście mojego serdecznego kumpla Benjiego. Usiedliśmy za jednym z oferujących przyjmowanie zakładów i na wyrażne polecenie Benjiego, że aby uniknąć kłopotów gram tylko z wskazanym przez niego bukmacherem nie musiałem daleko chodzić po wygraną. Co ciekawe, bukmacherzy nie zbierają pieniędzy przed walką. Faceci (pisze faceci, bo nie widziałem tam nigdy kobiet w roli bukmachera) pamiętaja doskonale kto, ile i na jaki wynik postawił. Rozliczenie następuje po roztrzygnięciu starcia.

To nie Wall Street, choć emocje nie mniejsze.

Kilka gestów i zakład zostaje zawarty. Bukmacherzy w swoim żywiole.

Od szybkiej reakcji bukmachera zależy jego nocny zarobek.

Ostatnie chwile na zawarcie zakładu.

Potem "bomba w górę" i koguty nacierają na siebie. Na widowni szał, amok, wszyscy stoją, krzyczą, wymachują rękami. Szajba na całego.

Sama walka trwa moment. czasem kilka, czasem kilkanaście sekund, najwyżej pół minuty. Zwykle błyskawicznie dochodzi do trafienia w tentnicę i śmierci jednego z zawodników.

Sama walka trwa bardzo krótko. Kilka, najwyżej kilkadziesiąt sekund wystarczy aby arena spłynęła krwią.

Aby walka zosatła roztrzygnięta jeden z kogutów musi definitywnie paść. Bywa, że oba są niezdolne do kontynuowania pojedynku. Wtedy jest remis, wygrywają tylko bukmacherzy...

Zwykle zwycięzca także jest pokieraszowany, zostaje wtedy poddany leczeniu. Z czasem kilka wygranych walk nadaje mu status championa. Właściciel może liczyć na sporą zapłatę za koguta, jeśli sprzeda go do zawodów dla championów. A niezależnie od wszystkiego, jego hodowla zyskuje lepsza markę.

Sekundanci sprawdzają zwłoki na arenie i orzekają werdykt. Potem następują rozliczenia zakładów. Pieniądze zgniatane w kulki są rzucane, czasem przez całą arenę, pomiędzy grającymi a bukmacherami. Momentalnie zaczyna w powietrzu fruwać ileś zwitków z pieniędzmi. nie ma mowy o jakiejś pomyłce, nie ma szans uniknąć zapłaty... Zresztą goście od przyjmowania zakładów wyglądają na takich, co nie pozwolą ulotnić się dłuznikowi bez uregulowania zobowiązań.

To jest prawdziwy powód emocji. Hazard...

Radość z wygranej i dramaty bankrutów... Można zauważyć nałogowych graczy. Jest ich tu sporo. Zwykle siedzą przy samej arenie. często wyglądają jak w transie.Wielu z nich pracuje w dzień tylko po to aby w nocy przyjć się odegrać..

Czasem radość, częściej dramat.

Rodrigo Duterte czy Manny Pacquiao kojarzą mi się z championami tych walk. Są jak najlepsi figterzy na arenie. Mają instynkt, potrafią szybko i skutecznie działać. Wyszli z biedy, ale własnym wysiłkiem i ciężką pracą pokazali, że mimo wszystko mogą wspiąć się na sam szczyt.

W przypadku Dutertego wybór na prezydenta jest potwierdzeniem, że warto być wiernym sobie, nieprzekupnym, bezkompromisowym a wbrew wszystkiemu ludzie to mogą zauważyć i docenić. Pacquiao też jest osobowością nietuzinkową, ale w jego przypadku największe wrażenie robi na mnie nie kariera sportowa lecz to co wydarzyło sie potem. Człowiek, który pochodzi z ekonomicznego dna nie dostaje wariactwa mimo zarobionych ogromnych pieniędzy. Konsekwentnie działa, dzieli się doświadczeniem, własnym sukcesem i pieniędzmi. Ma wizję zmiany na lepsze świata z którego pochodzi i o którym dużo wie. 

Lecz mam taką też refleksję, że obaj Panowie, choć Duterte o wiele bardziej, nie mają świadomości, ze poza areną na której walczą jest cała masa innych zależności, interesów, powiązań. To co wyniosło ich na samą górę teraz zaczyna ograniczać ich skuteczność.

Duterte zdaje się nierozumieć, że życie nie kończy się na arenie. Że jego wygrana w wyborach prezydenckich jest może spektakularnym, ale tylko jednym z wielu elementów życia politycznego na Filipinach i jednym z czynników mogących poprawić położenie zwykłego mieszkańca jednej z tysiący wysp.

Widać po pierwzych posunięciach i wywyadach, że próbuje on kontynuawać styl działania a'la szeryf z Davao. W jednostkowych przypadkach odniesie to pewnie skutek. Bardziej będzie jednak pożywką dla mediów. Duterty jest jak kogut champion, próbuje wygrać w bezpośrednim starciu ze wszystkimi innymi kogutami. Nie wiedzi jednak, że ten sposób nie prowadzi do ostatecznej wygranej. nawet największemu championowi areny nie udało się doprowadzić do zmiany reguł gry.

Zatem czy Duterte ma szansę zmienic Filipiny. Wyrwać mieszkańców tego kraju ze spirali nędzy, marazmu, stworzyć nowe perspektywy. Chciałbym bardzo i kibicuję takim ludziom jak on czy Manny. Ale jestem bardzo sceptyczny. Uważam, że na szerszym froncie nie mają szans.

Jeśli jako prezydent Duterte będzie zajmował się obijaniem nieuczciwych taksówkarzy, a na to się zanosi, to oczywiście taksówkarz pewnie ma szansę się poprawić po otrzymaniu kary, ale wielkie korporacje drenujące ten kraj, kapitał skumulowany w rękach kilku rodzin i narzucający wygodne dla wąskiej grupy rozwiązania prawne, inwestycje powiązane z działaniami korupcyjnym, finansowane przez grupy kapitałowe zakorzenione w Chinach czy Korei, które kontrolują większość zasobów Filipin jak: banki, lombardy, przemysł, nieruchomości, oni tylko będą się z takiego prezydenta cieszyć. Natomiast bez wątpienia Duterte nie jest przygotowany, choćby nawet kadrowo, do rozgrywki z tak potężnymi graczami jacy na tym etapie są do ogrania.

No cóż, czas pokaże czy w którejś tam z kolei walce padnie, czy też może zostanie oswojony i będzie występował w roli lokalnego folkloru ku uciesze gawiedzi. Mam tylko nadzieję, że nie stanie się ofiarą jakichś niecnych rozgrywek czy intryg lub co gorasz, mających na Filipinach tradycję, rozwiązań siłowych.

A jak zakończyła się moja noc z walkami kagutów. No ciekawie.

Siedzący w rzędzie przed nami bukmacher co i rusz odwracał się i wypłącał nam wygraną. Kwota zrobiła sie dość spora, a nasz fart nie pozostał niezauważony przez otaczajęcych nas graczy. Kasę trzymał Benji. On też przekazywał bukmacherowi na którego koguta i za ile obstawiamy. Był tak podekscytowany, że nawet nie spostrzegł początku "gęstnienia" wokół nas atmosfery. W końcu zdecydowałem się przerwać naszą szczęśliwą passę i nie kusić więcej losu. Powiedziałem Benjiemu, że wychodzimy, teraz czas przehulać trochę naszej fortuny, i nie ma co czekać aż zaczniemy przegrywać. Na to odwracił się "nasz" bukmacher, który nie mógł nie słyszeć o czym rozmawialiśmy i zwrócił się do mnie mówiąc, że bardzo chciałby mnie bliżej poznać, wręczył mi swoją wizytówkę i oznajmił, że jeśli będę na Filipinach to prosi abym się z nim skontaktował, gdyż poza innymi tematami, to ma on bardzo ładną siostrę i byłoby nieźle, gdybym się z nią ożenił...

Byłem już od tamtego czasu na Filipinach. Nie zadzwoniłem... ale wizytówkę ciągle mam!

... wychodząc minęliśmy placyk obok areny, przebywało tam wielu hodowców kogutów, każdy czekał na wizytę organizatorów walk licząc, że właśnie jego kogut zostanie wybrany do kolejnego starcia. To właśnie obsługa areny decydowała który z oferowanych kogutów zostanie dopuszczony do turnieju i dostanie tym samym szansę na zdobycie laurów championa. Myślę, że potencjalnych mistrzów areny było tam sporo...

Na zapleczu areny hodowcy czekają na szansę zostania championem dla swoich podopiecznych.

Share this content

Add a comment

 (with http://)

PayPal